Zaufanie - największa słabość nawet najlepszych systemów zabezpieczających
Dodane przez Waldi dnia Czerwiec 01 2007 14:32:39
Złodziej opróżnił sejfy depozytowe w banku ABN Amro w dzielnicy diamentów w Antwerpii, zabierając klejnoty o wadze 120 tysięcy karatów.
– Ten człowiek nie użył żadnej przemocy – mówi Philip Claes, rzecznik Najwyższej Rady ds. Diamentów w Antwerpii – Posłużył się tylko jedną bronią, to znaczy swoim urokiem osobistym, by zyskać sobie zaufanie. Kupował personelowi czekoladki, był miły, roztaczał swój czar, zdobył oryginalne klucze, zrobił ich kopie i uzyskał informacje, gdzie znajdują się diamenty. Można mieć nie wiadomo jakie zabezpieczenia, ale jeśli ktoś użyje swego uroku, by oszukać ludzi, na nic się nie przydadzą.
Rozszerzona zawartość newsa


     Złodziej opróżnił sejfy depozytowe w banku ABN Amro w dzielnicy diamentów w Antwerpii, zabierając klejnoty o wadze 120 tysięcy karatów. Udając zamożnego biznesmena, człowiek ten często odwiedzał ów bank, stopniowo zaprzyjaźniał się z pracownikami i zdobywał ich zaufanie. Przynosił im nawet czekoladki, jak twierdzi jeden z przedstawicieli branży diamentowej. Teraz zakłopotani pracownicy banku zastanawiają się, jak dali się tak omamić, że umożliwili mężczyźnie z fałszywym argentyńskim paszportem dostęp do skarbca.

Główny podejrzany był stałym klientem banku od roku i podawał się za Carlosa Hectora Flomenbauma z Argentyny. Władze, które zaoferowały dwa miliony euro nagrody za informacje pozwalające go ująć, wiedzą już, że paszport na to nazwisko został kilka lat temu skradziony w Izraelu. Wprawdzie miejscowi handlarze diamentów nie znali oszusta, ale był on jedną z niewielu osób, które cieszyły się takim zaufaniem pracowników banku, że otrzymały kartę elektroniczną umożliwiającą wejście do skarbca. Skok ten, prawdopodobnie planowany od ponad roku, zadziwił handlarzy diamentów.

Philip Claes, rzecznik Najwyższej Rady ds. Diamentów w Antwerpii, powiedział, że drogocenne kamienie chronił system bezpieczeństwa wart ponad milion euro. Wniosek jest jednak taki, mówi Claes, że "pomimo wszelkich środków, jakie inwestuje się w bezpieczeństwo, kiedy w grę wchodzi błąd człowieka, nic nie pomoże".

Na dzielnicę diamentów w Antwerpii przypada ponad połowa światowego handlu tymi klejnotami. W labiryncie uliczek biegnących wokół głównego dworca generowany jest obrót w wysokości 12 miliardów funtów rocznie. Aby obsługiwać ten lukratywny handel, banki musiały umożliwić klientom przechowywanie diamentów przez noc i wyjmowanie ich następnego dnia. Oznacza to, że specjalni klienci mają dostęp do skarbca.

– Ten człowiek nie użył żadnej przemocy – mówi Claes. – Posłużył się tylko jedną bronią, to znaczy swoim urokiem osobistym, by zyskać sobie zaufanie. Kupował personelowi czekoladki, był miły, roztaczał swój czar, zdobył oryginalne klucze, zrobił ich kopie i uzyskał informacje, gdzie znajdują się diamenty. Można mieć nie wiadomo jakie zabezpieczenia, ale jeśli ktoś użyje swego uroku, by oszukać ludzi, na nic się nie przydadzą.

Bank odkrył kradzież w poniedziałek 5 marca i podejrzewa, że tego dnia rano lub w poprzedni piątek ktoś zabrał kamienie z pięciu sejfów depozytowych w skarbcu, z którego korzystają szlifierze diamentów. Władze nie powiedziały, dlaczego zwlekały ponad tydzień z ujawnieniem tej kradzieży ani też nie poinformowały, kto wyłożył pieniądze na nagrodę.

Kradzieże diamentów nie są w Antwerpii niczym nowym. W 2003 roku złodzieje otworzyli 123 sejfy depozytowe, znajdując tam diamenty, złoto i biżuterię o wartości szacowanej na 100 milionów dolarów.

Ten rabunek był dziełem włoskiego gangu, którego wszyscy członkowie są już za kratkami. Ale skradzionych wówczas kamieni do tej pory nie odnaleziono.